Jak wprowadzić dziecko w świat pieniędzy? Kiedy jest na to najlepszy moment? Od czego zacząć? Jak wytłumaczyć trudne dla nich pojęcia finansowe?

 

Przychodzi taki etap u dzieci, że zaczynają być bardzo podatne na reklamy zabawek, na wystawy sklepowe. Najczęściej zaczyna się wtedy „wołanie” o zakup zachcianki. W grę wchodzi prośba, płacz, krzyk, wymuszanie… różnie to bywa, w zależności od wieku i charakteru dziecka. To naszym zadaniem jest wprowadzić dziecko w świat finansów i wyrwać je ze złudzenia, że można mieć wszystko, a pieniądze biorą się z… no właśnie skąd?

Często dzieci myślą, że z portfela czy bankomatu. Ale jak tam trafiają? Jak wprowadzić dziecko w świat finansów? Jak nauczyć je oszczędzania? Kiedy jest na to najlepszy moment? Zapewne każdy z nas rodziców zadaję sobie takie pytania. Postanowiłam zapytać o to Sylwię Wojciechowską, która prowadzi blog malimoi.pl, jest autorką książki dla dzieci „Julek i dziura w budżecie” a prywatnie matką dwójki małych łobuziaków.

Kiedy Twoim zdaniem jest najlepszy moment, aby rozpocząć z dzieckiem rozmowy na temat pieniędzy?

Nie ma jednego, sztywnego momentu. Dużo zleży od dziecka, jego indywidualnych cech i zainteresowania tematem. W większości przypadków odpowiednim czasem na wprowadzanie dziecka w temat pieniędzy będzie wiek przedszkolny. I oczywiście mówimy tu o nauce w bardzo ograniczonym zakresie. O poznawaniu przez dziecko podstawowych zależności. Czterolatka nie nauczymy oszczędzania czy wartości pieniądza, ale możemy mu wytłumaczyć, że pieniądze nie są czymś nieograniczonym, że rodzice muszą je zarobić, a każdy produkt w sklepie ma swoją cenę. Warto angażować takie maluchy w codzienne zakupy. Pokazać, że na półkach w sklepie stoją droższe i tańsze produkty, że za 2 zł kupią sobie chrupki, ale nie starczy im na ulubioną gazetkę.

Jak nauczyć dziecko oszczędzania? Czy wystarczy skarbonka? Masz sprawdzone metody motywacji dzieci do odkładania pieniędzy?

Bardzo fajnym sposobem na naukę oszczędzania dla młodszych dzieci, takich w wieku 5 – 10 lat, jest metoda 3 słoików. Zamiast jednej skarbonki, do której trafiają wszystkie pieniądze, dziecko ma aż 3 pojemniki (mogą to być puszki, pudełka, czy właśnie słoiki. Te ostatnie mają tę przewagę, że dziecko widzi, ile pieniędzy jest w środku).
Każdy słoik ma inne przeznaczenie. Pierwszy jest na bieżące drobne wydatki, drugi słoik przeznaczony jest na oszczędności, a trzeci na pomaganie innym. Niektórzy zalecają żeby nauczyć dziecko, że każdą otrzymaną kwotę ma rozdzielić równo pomiędzy te 3 słoiki. Ja należę do grona tych osób, które uważają, że taki przymus i sztywny podział nie zachęcają dziecka do oszczędzania i co więcej, nie dają możliwości nauki na własnych błędach.

Dziecko powinno samodzielnie zadecydować, ile pieniędzy z kieszonkowego czy np. z urodzinowego prezentu od dziadków trafi do każdego pojemnika. Należy przestrzegać tylko jednej zasady. Do słoika z oszczędnościami zawsze powinna trafić jakaś suma. Nawet niewielka. Chodzi o wyrobienie nawyku oszczędzania. Z czasem dziecko zobaczy, że warto odkładać większe kwoty, bo dzięki temu można zaoszczędzić na wymarzoną rzecz, zamiast wydawać wszystko na drobiazgi.

Co do trzeciego słoika, tego przeznaczonego na pomaganie, uważam, że nie należy dziecka przymuszać. Jeśli nie chce wrzucić do niego pieniędzy, to trudno. Lepiej dać dziecku przykład i pokazać, że dzielenie się i pomaganie może być fajne i dawać dużo radości niż przymuszać. Za którymś razem maluch na pewno wrzuci do trzeciego słoika jakąś część swoich pieniędzy.

Pomysł ze słoikami bardzo mi się podoba, z pewnością wprowadzimy go w życie. A co z pieniędzmi, w jakiej formie dawać je dziecku? Czy lepszym rozwiązaniem będzie kieszonkowe czy metoda nagradzania/zapłaty za wykonane obowiązki dostosowane do wieku dziecka?

Temat kieszonkowego budzi dużo emocji i dzieli rodziców. Jedni widzą w nim same korzyści, a inni uważają, że jest to płacenie dziecku za nic i prowadzi do zachowań roszczeniowych.

Ja należę do grupy, która w kieszonkowym widzi duże możliwości nauki (szczerze mówiąc jest to tak obszerny temat, że nadawałby się na zupełnie osobny wpis). Za to jestem zdecydowanie przeciwna nagradzaniu pieniędzmi za wykonywanie obowiązków, zarówno tych domowych, jak i szkolnych. Płacenie za czynności takie jak sprzątanie pokoju, wynoszenie śmieci czy pomoc w kuchni prowadzi do postawy roszczeniowej. Skoro za pościelenie łóżka czy zmycie naczyń należy się zapłata, to bez niej nie opłaca się kiwnąć palcem. Dziecko zaczyna wówczas kalkulować: „Dziś nie chce mi się sprzątać. Trudno, najwyżej nie dostanę obiecanego piątaka”. Chyba nie o to chodzi rodzicom. Poza tym, myślę, że większość rodziców się zgodzi, że dbanie o dom to wspólny obowiązek wszystkich członków rodziny. Oczywiście każdy powinien mieć zadania dostosowane do swojego wieku i możliwości.

Natomiast płacenie dzieciom za dobre wyniki w szkole to jest oddzielna sprawa. Tego typu nagród zupełnie nie rozumiem. Budzą one w dziecku przekonanie, że nie uczy się dla siebie, dla własnego rozwoju i doskonalenia umiejętności tylko dla obiecanej zapłaty.

Julek i dziura w budżecie

Kilka dni temu przeczytałam Twoją pierwszą książkę dla dzieci „Julek i dziura w budżecie”. Bardzo spodobała się zarówno mi jak i mojemu 5-latkowi. To pierwsza taka książka, z którą się spotkałam. Poruszane są zagadnienia finansowe, których dzieci często nie mogą zrozumieć. A jednak, dzięki niej wszystko staje się bardziej zrozumiałe dla ciekawych świata maluchów. Zastanawiam się skąd pomysł na taką właśnie książkę?

Pomysł narodził się bardzo naturalnie. Gdy byłam na urlopie macierzyńskim ze starszym synkiem, zaczęłam prowadzić bloga o tematyce edukacji finansowej dzieci. Pewnie zapytasz mnie, skąd pomysł na takiego właśnie, dość niszowego bloga.

Opiekując się kilkumiesięcznym synkiem sporo czasu spędzałam czytając o finansach osobistych, ale tych dla dorosłych. W sieci można było znaleźć popularne blogi, m.in. Jak oszczędzać pieniądze Michała Szafrańskiego czy Finanse bardzo osobiste Marcina Iwucia. Myślałam sobie wówczas – kurcze, to jest elementarna wiedza z bardzo ważnej dziedziny życia. W takim razie dlaczego tak wielu dorosłych ma problem z ogarnięciem swojej sytuacji finansowej – pożyczki konsumpcyjne, niepospłacane karty kredytowe, przeszacowane kredyty hipoteczne. No i odpowiedź sama się nasunęła – bo nikt nas tego nie uczył. Ci, którzy mieli więcej szczęścia, wynieśli taką wiedzę z domu rodzinnego, jeśli mieli świadomych finansowo rodziców, którzy nie unikali rozmów o pieniądzach również z dziećmi. Jednak nie oszukujmy się, większość z nas nie wyniosła z domu wiedzy o tym jak zarządzać własnym budżetem, jak racjonalnie i odpowiedzialnie podchodzić do swoich finansów. A później taki młody człowiek dorasta, wyjeżdża z domu na przykład na studia i jest od razu rzucony na głęboką wodę. Właśnie stąd pomysł na bloga o tej tematyce. Żeby uświadomić rodziców i ułatwić im rodzinne rozmowy o pieniądzach.

Opowiadania o Julku zaczęły powstawać właśnie w tym czasie, jako naturalna konsekwencja poruszania tej tematyki na mojej stronie. Chciałam dać dzieciom prosty, przystępny przewodnik po świecie finansów. Ale nie kolejny słownik czy podręcznik, tylko realny przykład. Bohaterów z którymi będą mogli się utożsamiać i przygody czy też problemy, na które sami też natrafiają w codziennym życiu. Jednym z takich tematów jest np. zazdrość w szkole. O lepszy telefon, ciuchy, droższe wakacje itp. Mam nadzieję, że „Julek” będzie dla dzieci przede wszystkim fajną książką o przygodach wesołego ośmiolatka i jego przyjaciół, a ta cała warstwa edukacyjna będzie na nich oddziaływać „przy okazji”.

Zdradzisz nam czy przewidujesz dalsze opowiadania o Julku?

Na ostatniej stronie książki widnieje wiążące mnie zdanie „Koniec części pierwszej”, więc tak, w planach jest ciąg dalszy. Druga część przygód Julka i jego przyjaciół prawdopodobnie ukaże się jesienią przyszłego roku i będzie poruszała tematykę rozwijania w dzieciach przedsiębiorczości.

Dziękuję Sylwii za odpowiedzi na pytania, które być może pomogą części z Was w rozpoczęciu edukacji finansowej dzieci. Zachęcam do zajrzenia na blog Mali Moi gdzie znajdziecie więcej ciekawych informacji na temat finansów oraz do zakupu książki Julek i dziura w budżecie, którą wraz z Krzysiem polecamy.