Temat poruszany przez miliony ludzi na całym świecie. Gdzie nie zajrzę w sieci tam Grey…

Podobno najbardziej wyczekiwana premiera roku. Tyle się o tym mówiło, pisało i narobiono takiego szumu wokół filmu, że nie ma co się dziwić. Film z pewnością budzi wielkie emocje i nie ważne czy negatywne czy pozytywne. Wywarł jakieś wrażenie chyba na każdym kto go obejrzał. Nie wiem czy znalazłaby się osoba, która po wyjściu z kina nie komentowała by filmu. Każdy jakoś go przeżywa. Jedni ostro krytykują, bo film nie trafił w ich gusta, bo nie spełnił ich oczekiwań. Drudzy zachwalają, „bo taki fajny”. Do kina wybrałam się w piątek 13 lutego, nie czekałam na Walentynki, bo po pierwsze w sobotę kompletnie nie miałam czasu, a po drugie przyznaję, że chciałam go obejrzeć jak najszybciej.
Książka a film
Jak już kiedyś pisałam przeczytałam całą trylogię. W kinie towarzyszyła mi przyjaciółka, która nie czytała książek. Zdecydowanie inaczej się patrzy przez pryzmat książki. Ci, którzy nie czytali i niewiele o niej słyszeli zapewne byli zdziwieni zakończeniem. U nas w kinie do tego stopnia, że po pojawieniu się napisów końcowych, gdzieś w głębi sali padło rozżalonym głosem: „Ja pierdolę i już się skończyło?”. Oczywiście, że film trochę się różni od książki. Odczułam to zwłaszcza w pierwszych minutach, podczas sceny wywiadu. Właściwie, to pomyślałam nawet, że to bzdura, że tak odbiega od książki. Jednak po obejrzeniu całości ta początkowa „wtopa” nie miała już znaczenia. Oczywiście, że jest dość mocno okrojony. Tego się spodziewałam. Nie uważam, aby to było jakimś wielkim minusem. Nie jest realne, żeby film przedstawił w 2 godziny całą książkę. Uważam, że najważniejsze momenty i sceny zostały pokazane. Choć zdarzyło się, że coś koleżance podszepnęłam w ramach wyjaśnienia jakiejś sytuacji. W jej głowie rodziły się pytania – co z nim jest nie tak? Czemu taki jest? Powinien się leczyć! I tutaj informacja dla tych co nie czytali – owszem leczy się! Christian ma swojego terapeutę. Film spowodował, że pewnie wiele kobiet, które nie czytały książki zaraz się za nią zabiorą – w tym moja przyjaciółka. Ciekawość co będzie dalej jest tak silna. Jeśli chodzi o sceny erotyczne uważam, że było ich w sam raz. Przecież nie chodziło o to, żeby to był film porno. Zdarzały się też sceny zabawne, gdzie cała sala wybuchała śmiechem.
Aktorzy
Burza sporów na temat aktorów obsadzonych w głównych rolach. Każdy ma inny gust i o gustach się nie dyskutuję. To czy Jamie Dornan jest facetem w Twoim czy moim typie nie ma znaczenia. Oczywiście, że ja inaczej sobie wyobrażałam Christiana – jak pewnie każda z Was, ale ilu zatem różnych aktorów musiałoby grać w filmie skoro każda inaczej go sobie wyobrażała?! Jednak to on wystąpił w tej roli i trzeba się z tym pogodzić. Czy mnie przekonał? Właściwie muszę powiedzieć, że zagrał Christiana tak, że sama postać wydała mi się bardziej sympatyczna. Tak, sympatyczna! Czytając książkę wyobrażałam go sobie jako bardziej „sztywnego” i poważnego faceta. Zresztą książkowy Grey bardzo mało się uśmiechał. A na ustach filmowego Christiana uśmiech gości dość często. I właściwie nie wiem czy odebrać to jako plus czy minus? Za to Dakota Johnson w moich oczach jest idealna do roli Any. Już sam jej wygląd pasuję mi świetnie do bohaterki. Ponadto moim zdaniem zagrała rolę mega dobrze! To dzięki Anie podczas filmu możemy się również pośmiać. Jest urocza, zabawna i czasami niezdarna. Uważam, że Dakota zdecydowanie lepiej wypadła na tle Jamie Dornana.
Czy warto obejrzeć?
Moim zdaniem oczywiście tak! Jak nie obejrzysz, to się nie przekonasz czy spełnił Twoje oczekiwania, czy Ci się spodoba czy nie. Moje oczekiwania nie były chyba zbyt wygórowane. Raczej nastawiłam się trochę sceptycznie, dlatego jestem dość pozytywnie zaskoczona. A Wy? Widzieliście? Wybieracie się? A może wcale nie chcecie go obejrzeć?