Nie posiadając jeszcze dziecka zastanawiałam się, co można robić z takim 2 latkiem, w co się bawić?! Wydawało mi się, że prawie nic – bo za małe dziecko.

 

Dopiero kiedy pojawił się Krzyś i obserwowałam Jego postępy w rozwoju przekonałam się, że z maluchami można robić wiele rzeczy – ciekawych, kreatywnych i zabawnych. Moje złudzenie, że takie małe dziecko nic nie potrafi zostało rozwiane. Wystarczy dziecku podsunąć pomysły, zorganizować czas, zapewnić odpowiednie warunki i potrzebne przedmioty. Pomysłów na kreatywne i rozwijające umiejętności dziecka zajęcia w sieci jest mnóstwo. Dzieci nie potrzebują nie wiadomo jak drogich, markowych zabawek. Choć oczywiście wiadomo, że one są też fajne, ale najczęściej większą radość malutkiemu dziecku sprawia zabawa jakimś garnkiem wygrzebanym z kuchni, pudełkiem od czekoladek, paczką chusteczek higienicznych czy plastikową butelką. Kiedy już podrośnie z pewnością zainteresuje się różnymi kreatywnymi zabawami, jeśli tylko mu je pokażemy. Krzyś lubi rysować – najlepiej pisakami, bo z kredkami nie ma wyczucia i często zostawia nimi tylko lekki ślad na kartce. Za to pisakami to istne szaleństwo. Jednak chciałam mu urozmaicić trochę te Jego prace plastyczne. Pożyczyłam od siostry książkę z pomysłami na zabawy z 2-letnimi dziećmi. I oto co znalazłam i postanowiłam zrobić z Krzysiem:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Krzysiu tworzył swoje, a mama obok swoje dzieło. Nikt nikomu się nie wtrącał. Czasem kiedy prosił o pomoc odrywałam mu małe kawałki z plasteliny, żeby zaraz mógł sam je nakleić. Bo w takiej zabawie nie chodzi o poprawianie dziecka, krytykowanie, że coś mu nie wychodzi. Albo, że my byśmy to inaczej zrobili, lepiej. Dziecko ma mieć z tego frajdę i przyjemność. A każda taka praca to na swój sposób arcydzieło. Owszem podpowiedziałam Krzysiowi, żeby koła zrobił czarne, ale jak po kilku minutach je odkleił i chciał przykleić tam inny kolor, to mu nie zabraniałam! Jego obrazek, Jego pomysły i wykonanie!

Nasze prace wylądowały na lodówce przyklejone magnesami. Kilka dni temu namalował pisakami jakieś swoje esy floresy i przyniósł mi do kuchni pokazać. Pochwaliłam, zachwyciłam się, że takie piękne i pozwoliłam mu je powiesić na lodówce. Od tego czasu codziennie powstają przynajmniej dwa jakieś rysunki i wędruję z nimi do kuchni. Moją lodówkę w pewnym momencie trudno było otworzyć, bo z każdej strony kartki. Wybraliśmy więc 3 najpiękniejsze, a resztę schowaliśmy na pamiątkę 🙂