Zaczęło się! Doczekać się nie mogłam, kiedy mój Maluch zacznie raczkować, bo zbierał się już do tego od jakiegoś czasu… pozycję „na czworaka” już przyjmował, ale nie umiał wyruszyć do przodu. Czasem zamiast w przód jakoś mu się udało przesunąć delikatnie do tyłu;) A od wczoraj ostro trenuję zasuwanie do przodu.
Ale, żeby nie było tak wesoło i kolorowo, to oczywiście pierwszego „kroczku” nie widziałam! Pech chciał, że akurat zachciało mu się chodzić jak był u babci, bo rodzice sobie pojechali na godzinkę do znajomych… a Krzyś został z ciocią i będąc na tapczanie wystartował do pilota od telewizora, który leżał kawałek dalej i bardzo Go zainteresował. Oczywiście kolejne kroczki były  już na podłodze uwiecznione na kamerze. Jak wróciłam i mi powiedziały – siostra i mama, że Krzyś już raczkuje to aż mi się łezka w oku zakręciła z wzruszenia:)

Teraz tak mu się spodobało, że ma zajęcie na jakieś pół godziny jak go na podłogę puszczę:) Porozkładałam wokół Niego zabawki i szaleje od jednej do drugiej i tak w kółko… ma frajdę, w końcu dla Niego to też nowość, że wreszcie może się SAM przemieścić tam, gdzie ma ochotę, a nie liczyć na innych, że Go zaniosą;)
Rosną te dzieciaszki, rosną… i z dnia na dzień się rozwijają, aż trudno uwierzyć, że 7 miesięcy temu taki Brzdąc, ledwo główkę unosił, a teraz śmiga i ma tyle energii…